Epilog

docierały do niego od rana do wieczora. Nękało go pragnienie,
zniknął wewnątrz domu. Wrócił do swojej jaskini.
– Jeśli chcesz zjeść, to mogę ją potrzymać – zaofiarowała się Julianna.
-Dlaczego?
Wziął pistolet i machnął nim w jej stronę.
Nie chciała, żeby ktoś jej to zabrał.
się Jason. Chłopcy nie mogli już być wymówką
grzecznościowych pogaduszek z przygodnymi towarzyszami
ty spałaś. Zresztą było dopiero wpół do siódmej. To jej druga butla.
Luke powiedział, że ma dowód. Jednocześnie mówił coś o kłopotach.
z wodą.
soczyste hamburgery - dodał puszczając do niej oko.
– Dzięki, Luke. Dzięki, że nas nie opuściłeś. Że jesteś przy mnie nawet...
robić. Najbliższy telefon znajdował się w jego sypialni.
trusted solution for unitedfinances.com from trusted company

zatrzymał się przed drzwiami, które dawno temu pomalowano na

Richard zaciskał i rozluźniał pięści. Ręce miał opuszczone
w kierunku szosy. Theo i dzieci dźwigali bagaże. Co za okropne
i chłonęła tę chwilę, pragnąc, by trwała wiecznie.
Księgi hodowlane dla zwierząt gospodarskich - co warto wiedzieć?

kolano i zawołała:

- Ale czy to nie znaczy, że sam będziesz narażony na
pewnie tę swoją wielką giwerę. Lufa opierała się o skroń Loli. Ręka
podwyższone ciśnienie. A jest dopiero w dwudziestym tygodniu.
https://fashionistki/konturowanie-twarzy-w-zaleznosci-od-jej-ksztaltu/

opadła na dywan. Gdy je otworzyła, aż pisnęła z zachwytu.

koszulę.
wątpliwości co do końcowego efektu. Milla była już jego.
- Ale śmiał się z ojca Cassidy. Mówił, że stary Buchanan chce zbawić świat i że daje pieniądze na zbożne cele po to, żeby zagłuszyć wyrzuty sumienia. - Nie... - odezwała się Cassidy. Chase nie zwrócił na nią uwagi. - Brig nie był ambitny. Często miewał zatargi z prawem. Chyba ma pan to w swoich dokumentach? - Za to nasz Baldwin był czysty jak łza. - T. John położył ręce na kolanach i wyprostował się. - Władze Alaski twierdzą, że nigdy nawet nie dostał mandatu za przekroczenie prędkości. Uwierzy pan? Jak to możliwe, żeby ktoś mieszkał gdzieś przez dwadzieścia lat, zarobił obrzydliwie dużo forsy i pozostał praktycznie niezauważony? - Pan myśli, że to Brig. - Całkiem możliwe. Cassidy czuła, że pot cieknie jej wzdłuż kręgosłupa. - A co z dokumentacją dentystyczną? - T. John podszedł do kominka i oparł się o zimne kamienie. - Nie mogę znaleźć żadnego dokumentu, z którego wynikałoby, że pan i pana brat chodziliście do dentysty. - Bo nie chodziliśmy. Nie było pieniędzy, za to mieliśmy zdrowe, mocne zęby. - Śmieszne. Baldwin też nie miał dentysty w Anchorage. Ani w Juneau, ani w Ketchikan, ani nigdzie, z tego, co wiemy. Nie mogę uwierzyć, żeby człowieka przez trzydzieści lat nie zabolał ząb. Ale cały czas szukamy. Szkoda, że miał rozwaloną szczękę i połamane zęby. Jak pan. - A co z odciskami palców? - Zdjęliśmy, co się dało. Miał prawie całkiem spalone ręce. Na razie nic nie wiemy. Cassidy nie mogła trzeźwo myśleć. - Brig siedział w więzieniu, tu, w Prosperity. Powinny być jakieś dokumenty. - To jest właśnie interesujące, pani Buchanan. Brigowi nigdy nie zdjęto odcisków palców. Ani razu. Był w więzieniu, dużo mu nagadali, nawrzeszczeli, dali po łapach, ale nigdy nie kazali zanurzyć palców w atramencie. Bo zawsze pomagał mu pani ojciec i jakiś śmieszny prawnik. Bardzo rozsądnie, prawda? - A Baldwin? - Nie ma żadnych dokumentów z wojska. Ani z więzienia. Nie ma odcisków. Jak powiedziałem, cholernie rozsądnie. Żaden krewny nie zgłosił się po jego ciało ani po pieniądze. Zgodnie z testamentem część pieniędzy dostaną pracownicy, żeby mogli wykupić tartak i przetwórnię ryb, jeżeli będą chcieli. Reszta ma iść na fundację na rzecz ochrony przyrody na Alasce, która powstała z inicjatywy Baldwina. W dokumentach nie figuruje jego nazwisko, ale wydawał mnóstwo pieniędzy na ten cel. - To na pewno nie mój brat. T. John się wzdrygnął. - Może się zmienił. Nieszczęście zmienia ludzi. Chase wydał gardłowy odgłos niedowierzania. T. John to zignorował. - Pomyślałem, że może go pan rozpozna, więc przyniosłem zdjęcia, które zdobyliśmy. - Pogrzebał w wewnętrznej kieszeni marynarki i wyciągnął szarą kopertę. Serce Cassidy zaczęło łomotać, kiedy zdjęcia, jedno po drugim, lądowały na biurku. Czy to był Brig? Starając się powstrzymać drżenie rąk, wzięła do ręki jedną fotografię i przyjrzała się jej dokładnie. Patrzył na nią nieufnie ciemnowłosy mężczyzna z zarostem i głęboko osadzonymi, zamyślonymi oczami. - Rzeczywiście, jest trochę podobny do Briga - przyznał Chase. - Powiedziałbym, że jest jak sobowtór. - Ale Baldwin nie miał brody. - Nie dziwi to pana? Na Alasce nosił brodę przez siedemnaście lat i zgolił ją, gdy miał się spotkać z panem. - T. John uśmiechnął się i potrząsnął głową. Potem wyjął kolejną kartkę. Szkic. - Jeden z naszych ludzi narysował faceta bez brody, próbując komputerowo zrekonstruować twarz, a potem porównaliśmy to ze zdjęciami pana brata. Problem w tym, że mamy tylko kilka zdjęć ze szkolnej księgi pamiątkowej. - Pan mówi poważnie? - Chase wpatrywał się w Wilsona. - Bardzo poważnie. Cassidy po raz pierwszy zobaczyła prawdziwe oblicze T. Johna. Uśmiechał się zarozumiale. Oczy mu nie błyszczały. Był zimny. Przemawiała przez niego jedynie ślepa ambicja. - Dlaczego pan chce za wszelką cenę udowodnić, że Baldwin to Brig? - Bo coś w tym jest. Pański brat uciekł z miasta po jednym z najstraszniejszych pożarów w historii Prosperity, a potem zjawił się po siedemnastu latach i zginął w pożarze bardzo podobnym do pierwszego. Użyto prawie identycznego zapalnika. Ciekawy zbieg okoliczności. Jeden wielki zbieg okoliczności. - T. John przetasował zdjęcia i spojrzał groźnie. - Poznałbym Briga. - Chase wziął do ręki czarno-białe zdjęcie Marshalla Baldwina i przyjrzał mu się badawczo. - Rozmawiał pan wcześniej z Baldwinem? - Tylko przez telefon.
Zespół jelita drażliwego - leczenie farmakologiczne oraz leki bez recepty